Jesteś potrzebny innym. Kliknij na "Dołącz do grona modlących" i poznaj zasady Modlitwy Wstawienniczej. Przemyśl, zapragnij i odpowiedzialnie podejmij posługę modlitewną. Zapraszamy.

__________________________________________

__________________________________________

18.10.2013

Święty Antoni zastępował mi tatę.



  Miałam dokładnie pięć lat, gdy mój tata
od nas odszedł. Moja Mama bardzo to przeżyła,
nie tak sobie wyobrażała życie z ukochaną osobą...
Rzadko bywał w domu ponieważ często
przebywał w delegacji. Kiedy się pojawiał
był dla mnie najważniejszą osobą w domu.
Pamiętam z opowiadań mojej babci, że kiedyś
przyjechał i ja bardzo pragnęłam go ugościć.
Jako dziecko niedoświadczone w kuchni,
wzięłam mały imbryk nasypałam do niego herbaty, tak jak to
nieraz obserwowałam u babci i zalałam wodą z czajnika,tyle tylko,
że nie wrzącą. Napełniłam kubek i podałam tacie, pytając go:
- Tato ukroić ci chleba?
Tata podobno się rozpłakał. Ja sama z tego zdarzenia zapamiętałam, srebrny duży czajnik i tatę siedzącego przy stole...
   To była jego ostatnia wizyta w domu. Niewiele wiedziałam o tym,
co działo się między moimi rodzicami, dlatego jego nieobecność w domu
była dla mnie trudna do zrozumienia.
Zadawałam mnóstwo pytań - Gdzie jest tata? Dlaczego nie wraca? itd.
Bardzo mi go brakowało i kiedy odwiedzałam swoją koleżankę, widziałam
różne sytuacje, które dla mnie były tylko marzeniem. Tata brał swoją córkę
na barana, innym razem bawił się z nią w bierki, jeszcze innym razem
lepili bałwana.
Jako bardzo wrażliwe dziecko, tęskniłam za swoim ojcem niewyobrażalnie mocno.

  Pamiętam, że kiedyś byłam ze swoją babcią w kościele i w bocznej nawie
zobaczyłam figurę mężczyzny, który tulił małego chłopczyka, trzymając go
na rękach - bardzo mi się spodobał. To musi być dobry tatuś, pomyślałam
i wyobrażałam sobie, że to ja jestem tym dzieckiem.
Zapytałam - Babciu kto to jest?
Babcia odpowiedziała mi szeptem - To Święty Antoni Padewski.
Antoni! - to tak jak mój tata, on też ma  na imię Antoni.
Odtąd ilekroć bywałam w kościele z tęsknotą zerkałam na swojego
przybranego tatę.

  Pewnego dnia wracając od swojej cioci, mijałam jak zawsze przydrożną
kapliczkę, do której bardzo lubiłam wchodzić. Panował tam przyjemny
nastrój, zapach palonych świec i świeżych ogrodowych kwiatów.
Uwielbiałam tam przebywać. Siadałam sobie na bocznej ławce i w ciszy
wpatrywałam się w obraz Matki Bożej.
Tego dnia jednak co innego przyciągnęło moją uwagę. Na skraju ołtarzyka
stała malutka figurka. Nigdy wcześniej jej tutaj nie widziałam.
Podeszłam bliżej i zobaczyłam, że jest podobna do tej w kościele.
Malutki Święty Antoni, mogłam go dotknąć i mieścił się w mojej dłoni.
Długo się w niego wpatrywałam i obracając go w rękach, myślałam
jak bardzo chciałbym go zabrać ze sobą  i zabrałam, schowałam
do kieszonki fartuszka i z radością podskakując sobie, wróciłam do domu.
Nie powiedziałam nikomu. To była moja tajemnica, miałam tatę w garści.
Kiedy mi było smutno, patrzyłam na swoją figurkę głaskałam ją i było mi lżej.
Kiedy się czegoś obawiałam, brałam "tatę" do ręki  i ściskałam z całych sił.

  Kiedy ksiądz w drugiej klasie zaczął przygotowywać nas do Pierwszej
Komunii Świętej dowiedziałam się, co  to jest świętokradztwo.
Ze smutkiem postanowiłam odnieść figurkę na miejsce, z którego
ją zabrałam. Nie chciałam się z nią rozstawać, wiele dla mnie znaczyła,
ale skoro tak trzeba.
Tylko, że teraz ile razy przechodziłam koło kapliczki, była po prostu zamknięta.
Nie wiedziałam co robić i postanowiłam przyznać się babci do tego
co zrobiłam. Babcia oczywiście nie pochwaliła mojego występku,
ale wzruszyła się kiedy widziała jak bardzo mi na niej zależy.
Wyjaśniła mi, że kapliczka została zamknięta z powodu pijaków,
którzy robili sobie z niej miejsce na libacje i że otwierana jest tylko
na nabożeństwa majowe i wtedy, kiedy kobiety zbierają się tam,
by odmówić różaniec.
Kiedy opowiedziałam całą historię księdzu, pozwolił mi figurkę zatrzymać
i tak towarzyszyła mi przez całe życie.

 Kiedy poznałam modlitwę do Świętego Antoniego, mogłam się się
już modlić za jego wstawiennictwem, ale figurka była zawsze ze mną.
Nigdy mi nic nie zginęło i nigdy niczego nie zgubiłam.
Zawsze mam ją przy sobie,a głowa Świętego jest już nieco zniekształcona,
od głaskania, ściskania i całowania.

Jola.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli nie chcesz być osobą anonimową odpowiadając na wpis, kliknij na: "Komentarz jako", wybierz "nazwa/adres URL" i wpisz swoje imię. To jest również, taka prośba z naszej strony.